Nietykalni


Każde słowo krytyki przyjmują jako realizację "zamówienia politycznego". W swoim mniemaniu nigdy nie popełniają błędów a nawet jeśli im się coś niefortunnego przytrafi jest to oczywiście uzasadnione większym dobrem, któremu służą i które (dobro) uświęca stosowane środki. Wyraz "przepraszam" nigdy nie pada z ich ust ponieważ nie przystoi on im - nieomylnym depozytariuszom woli Narodu. Wytykają innym wady, które bez problemu mogliby odnaleźć w sobie samych. Można by tak jeszcze długo.

 

Politycy? Też. Ale w dużo większym zakresie "ludzie mediów" (którzy zresztą w polskim wydaniu w 90 % nie są nikim innym jak politykami, którzy nie mają odwagi stanąć do wyborów).

 

Reakcja pary Mrozowski-Sekielski na oświadczenie SDP budzi zażenowanie. Dziennikarze, który tyle razy wyśmiewali polityków niekorzystne ale siebie opinie tłumaczących "zamówieniem politycznym swoich wrogów" z automatu, niemal na zasadzie odruchu Pawłowa sięgnęli po tę samą wyświechtaną formułkę by zdyskredytować ciało, które ośmieliło się  nie zachwycić "świetną dziennikarską robotą" zespołu M-S-B (ostatnia literka dla pani Renaty). Słowa te padły w weekendowym paśmie porannym TVN. Dowiedzieliśmy się, że kto krytykuje moralnie wątpliwe zachowanie dziennikarzy oraz ich aktywny udział w grze politycznej ten jest reprezentantem "wiadomych sił" i dlatego nie należy traktować go poważnie. Próba merytorycznej polemiki z dokumentem SDP? A po co? Wystarczy parę inwektyw oraz protekcjonalna drwina ? w końcu prowadzące program panie nie przycisną panów M&S do ściany (angaż na kilkadziesiąt tys. PLN miesięcznie piechotą nie chodzi) a przedstawiciela Stowarzyszenia w studio dziwnym trafem zabrakło...

 

Zresztą jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do tego jak bardzo myli się SDP to zebrana w studio czwórka pracowników TVN ma argument rozstrzygający: internetowa sonda na stronie programu pokazuje niezbicie, że tylko 3 proc. Polaków widzi coś niestosownego w implementacji ubeckich metod do pracy gwiazd naszego politycznie zaangażowanego dziennikarstwa. Na koniec oczywiście nieodzowna w takiej sytuacji drwina: panowie machają do kamery "pozdrawiając" owe 3 proc. niedostrzegających ich moralnej nieskazitelności kretynów? I tu pytanie: czy panowie M&S w swoim najbliższym programie równie kpiąco pomachają tak przez środowiska medialne uwielbianemu kardynałowi Dziwiszowi? W końcu jego twarde słowa o braku moralnej zgody na stosowanie technik ubeckiej prowokacji w pracy dziennikarskiej jako żywo wpisują się w owe 3 proc. z niezwykle wiarygodnej sondy internetowej? No panowie, obśmiejcie Dziwisza? Założymy się, że tego nie zrobią? To czego nie mogą bez szwanku dla samych siebie opluć to po prostu przemilczą. W końcu w dziennikarskim rzemiośle dawno przestało już chodzić o prawdę a zaczęła się liczyć wyłącznie polityczna skuteczność i rosnące cyferki na wyciagu z konta.

 

Wydawałoby się, że w demokratycznym państwie prawa wszyscy odpowiadają za swoje czyny według takiej samej miary. Jednak nie ? dziennikarze w swojej własnej opinii są spod działania niektórych norm wyłączeni. Dyskusja w TVP3 ? pani dziennikarka (nazwiska nie pomnę) dowodzi, że "nam wolno więcej". Słucham i uszom nie wierzę: "dziennikarze mają prawo łamać przepisy prawne jeśli czynią to dla dobra wyższego, a co tym dobrem jest decydują sami w swoim sumieniu"? Fajnie, prawda? Gdy jesteś dziennikarzem a chcesz popełnić przestępstwo wtedy wystarczy, że w duchu sobie powiesz "chcę to zrobić bo jest to dobre" i jakieś głupie kodeksy przestają mieć znaczenie? Przynajmniej tak powinno być w opinii części braci dziennikarskiej. Skoro można łamać normy kodeksowe to tym bardziej dozwolone jest naginanie zasad zwykłej przyzwoitości.

 

Gdy już ustaliliśmy, że w światku mediów cel uświęca środki to na bok możemy odstawić zabobonny, niczym nieuzasadniony wstręt wobec kłamstwa. Kłamstwo jest dobre pod warunkiem, że służy dobrej sprawie ? jeśli kłamie dziennikarz nienawidzący Kaczyńskich i czyni to właśnie ową nienawiścią powodowany to jest to kłamstwo całkowicie uzasadnione a nawet godne pochwały. Dlatego bez najmniejszego obciążenia dla sumienia red. Olejnik może pisać (sobotni Dziennik), że "PiS proponował Beger stanowisko wiceministra" mimo, że było cokolwiek inaczej. Ale niech kiedyś zdarzy się tak, że pani Monice ukradną samochód a jakiś łajdak napisze, że to ona ten samochód ukradła? Naturalnie wtedy to będzie moralnie naganne wprowadzanie w błąd czytelnika (chyba, że w międzyczasie pani Olejnik zapisze się do PiS).

 

Dowodem empirycznym na to, że kłamstwo nie kala jest lista podpisów pod protestem oburzonych stanowiskiem SDP dziennikarzy. Przeleciałem wzrokiem po nazwiskach i trzy przykuły moją uwagę: Czuchnowski, Kittel i Marszałek. Pierwszy z tej trójki miał ostatnio złą passę publikując na łamach Gazety Wyborczej w ciągu 2 tygodni 3 nieprawdziwe informacje: sfabrykowana wypowiedź posła Kuchcińskiego o dekomunizacji, zmyślona afera z krakowskimi podsłuchami (przypadkiem żona dziennikarza pracuje dla prezydenta Majchrowskiego, którego tekst miał promować) oraz mało znacząca ale znowu nieprawdziwa informacja  o bukietach jakie mieli przesyłać sobie minister Dorn i red. Gawryluk. Pozostała dwójka (gwiazdy śledcze Rzeczpospolitej) to autorzy niesławnych tekstów mających wyeliminować z życia publicznego panów Kempskiego i Szeremietiewa a opartych na? zresztą poczekajmy na odtajnienie raportu dotyczącego WSI. Przecież do złożenia podpisu pod tak umoralnionym dokumentem jak ów list protestacyjny wobec SDP nie zaproszono by notorycznych kłamców i manipulantów bo to skutkowało by obniżeniem jego wiarygodności. A skoro zaproszono tych państwa to oznacza, że ich kłamstwa kłamstwami nie są ponieważ służą dobrej sprawie... No i podpisać się mogą a ich podpisy tylko owemu listowi dodają należnej mu glorii.

 

Przeciętnemu wyborcy demokracja zaczyna się kojarzyć z kłamstwem. Skoro wyłączenie spod krytyki i osądu dziennikarzy ma być gwarancją utrzymania (zaprowadzenia?) demokracji a ich (dziennikarzy) ulubionym zajęciem jest łgarstwo to ktoś może wyciągnąć bardzo prosty wniosek:  demokrację da się obronić tylko kłamstwem? Tak więc, dla dobra demokracji, dziennikarzy należy surowo osądzać, krytykować i patrzeć im na ręce (zupełnie jak politykom) by tę demokrację bronić przed skutkami ich własnych grzechów.

 

No chyba, że przestaną kłamać?

 

PS. Dziś rano pod bramami siedziby WSI kłębił się tłum ludzi, którym nie przedłużono angażu w służbach. Podobno wśród tych, którzy pocałowali klamkę była spora grupa dziennikarzy, którzy jak co poniedziałek przyszli po wytyczne co mają pisać? To oczywiście żart. Przynajmniej taką mam nadzieję.

C 2006 PORTADA.Pl, All Ri ghts Reserved | kontakt | strona główna