podwójne standardy


Minął tydzień od czasu wydrukowania przez „Gazetę Polską” artykułu o Milanie Suboticiu jako agencie WSI, tydzień wypełniły ataki na gazetę.

GP atakowano niejako z dwóch kierunków – z kierunku politycznego i technicznego. Atak polityczny sprowadzał się do zarzutu: GP, świadomie czy nie, dała się użyć jako narzędzie zemsty PiS na TVN (zemsty za nagrania Begerowej), atak techniczny polegał na dowodzeniu, że tekst o Suboticiu jest niczym innym jak niewiele wartą insynuacją. Zostawmy na boku kwestie polityczną – tu moglibyśmy sobie tylko pospekulować, zajmijmy się kwestią techniczną. Czy istotnie tekst w GP gwałci dziennikarskie standardy etyczne i nie spełnia wymogów sztuki dziennikarstwa śledczego? Wydaje się, że tak skoro – na przykład - 13 znanych dziennikarzy, wśród nich Tomasz Lis, Grzegorz Miecugow i Katarzyna Kolenda-Zaleska ogłosiło, że zdarzyła się „egzekucja bez procesu” i „podeptano godność ludzką”, a Wojciech Czuchnowski orzekł, że tekst z GP nie zawiera żadnych faktów, domagano się też, by GP ujawniła źródło swoich informacji (1). No dobrze, a jak wobec tego wyglądają „teksty śledcze” drukowane w innych gazetach? Oczywiście – wyglądają różnie. Ale spora część z nich prezentuje się mniej więcej tak, jak tekst w GP. Ot – na przykład...


23 maja 2005 roku czytelników „GW” witał na pierwszej stronie gazety wybity ogromną czcionką tytuł: „GANG W KOMENDZIE GŁÓWNEJ”. Autorzy tekstu – Tomasz Patora i Marcin Stelmasiak – donosili, że w Komendzie Głównej Policji zagnieździł się gang współpracujący z przestępcami. Rzecz wyglądać miała tak: do CBŚ dotarły wieści, że jacyś gangsterzy szukają nabywców na sporą partię wentylatorów. CBŚ zmontowało więc prowokację: agenci biura udając kupców weszli w kontakt z gangsterami (przy okazji rozpoznając w jednym z nich pracownika sztabu KG Policji), w odpowiednim momencie gangsterów capnięto, ci zaczęli sypać i wyśpiewali, że mają związki z – co najmniej – 2 wysokimi funkcjonariuszami Komendy Głównej Policji, funkcjonariusze mieli załatwiać gangsterom lewe dokumenty i kupować od nich kradziony towar na potrzeby Komendy. Te rewelacje skłonić miały do działania policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych, które zaczęło śledztwo w sprawie „gangu w Komendzie Głównej”. Jak zapewniali autorzy artykułu jeden z prokuratorów, który znał akta sprawy, miał im powiedzieć: „takiego numeru jeszcze nie mieliśmy” (2). Numer faktycznie był niezły – cała sprawa okazała się humbugiem, informatorzy nawciskali dziennikarzom GW kitu. Wobec tego GW ogłosiła się ofiarą prowokacji i ujawniła nazwiska informatorów – szefa policji łódzkiej Janusza Tkaczyka i szefa olsztyńskiej CBŚ Jana Markowskiego, obu panów spotkała dymisja...

Podaję przykład artykułu – humbuga, bo takie przypadki sprzyjają krytycznym wewnątrz dziennikarskim dyskusjom, tak było i tym razem - afera narobiła pewnego zamieszania w dziennikarskim światku. Gazetę krytykowano, za to, że nie dość dokładnie sprawdziła informacje przed wydrukowaniem artykułu, oraz – może przede wszystkim – za ujawnienie informatorów, rzecz zabójczą dla „dziennikarstwa śledczego” . Nie krytykowano jednak GW za formę artykułu, a ta nie różniła się zbytnio od formy artykułu opisującego agenturalne uwikłania Milana Suboticia wydrukowanego w GP. Żadnych nazwisk informatorów, żadnych zdjęć dokumentów, wypowiedź anonimowego prokuratora, itd., itd... Forma zbytnio się nie różniła, bo też forma jednego i drugiego tekstu była typowa dla tekstów tego rodzaju. Jest to, rzecz prosta, forma sprzyjająca nadużyciom, ale – z drugiej strony – forma, bez której dziennikarstwo śledcze nie istnieje. Tak więc nie dziwi to, że dziennikarzy GW za formę nie atakowano, ale tym bardziej dziwią ataki na dziennikarzy GP, przy tym od GP domagano się tego, za co ganiono GW, to jest – ujawnienia źródeł...


A skoro już o nadużyciach formy mowa... szczególnym dowcipem popisał się Wojciech Czuchnowski zarzucając dziennikarzom GP, że ich tekst „nie zawiera żadnych faktów”. Tenże Czuchnowski wydrukował w GW artykuł „Jak mogło dojść do pomylenia Milanów Suboticiów” (3), w którym opowiadał taką oto historię: „do redakcji „Gazety” zgłosił się b. oficer WSI”, oficer twierdził, że w komisji weryfikacyjnej „MOGŁO dojść do pomyłki”. Na czym mogłaby ta pomyłka polegać? Ano na tym, że figurujący w rejestrze WSI Milan Subotić, to nie Milan Subotić z TVN, ale Milan Subotić – konsultant polskiej misji wojskowej w Chorwacji. „MOGŁO dojść do przypadkowego połączenia danych na temat dwóch różnych Milanów Suboticiów – SPEKULUJE nasz rozmówca” – pisał Czuchnowski, dodając: „Tej informacji nie zdołaliśmy potwierdzić” (podkreślenia moje). W zestawieniu z produkcją Czuchnowskiego tekst z GP jest szczytem konkretu i nasycenia faktami, ostatecznie artykuł Czuchnowskiego nie zawiera nic, ponad nieweryfikowalne spekulacje, co zresztą jest w nim napisane wprost. Czy tekst Czuchnowskiego wywołał jakąś reakcję? A skądże... Jak zwykle – są równi i równiejsi...


1. za: Karolina Wojciechowska, Burza po publikacji, GP 11.10.2006
2. Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Gang w Komendzie Głównej”, GW 23.05.2005
Wojciech Czuchnowski, Jak mogło dojść do pomylenia Milanów Suboticiów, GW 8.10.2006

C 2006 PORTADA.Pl, All Ri ghts Reserved | kontakt | strona główna