styl i mentalność


W poniedziałek dowiemy się jak wypadł „test na ojcostwo” posła Łyżwińskiego. Poseł Łyżwiński, jeśli miał okoliczność z Anetą K. strasznie się chyba denerwuje, Aneta K., jeśli miała okoliczność nie tylko z posłem Łyżwińskim, też pewnie nie śpi spokojnie, cała Polska czeka na wyniki testu, a my zajmijmy się jednym z bocznych wątków dyskusji związanych z seks-sferą, a takim wątkiem są rozważania dotyczące mentalności i stylu polskiej klasy politycznej. Dominika Wielowiejska, na przykład, napisała w swoim, blogu, że – jakkolwiek seks-afera się skończy – Samoobrona i tak jest skończona a to właśnie za sprawą mentalności i stylu jej członków objawionych przy okazji sprawy Anety K. Dominika Wielowiejska ma tu na myśli sposób w jaki politycy Samoobrony odpierają zarzuty (nie przypominam w jaki sposób to robią, bo wszyscy jeszcze to pamiętają). „Żal mi premiera” – pisze pani Dominika, sugerując, że Jarosław Kaczyński powinien się wstydzić aliansu z takimi ludźmi. W porządku. A co z innymi? Ot na przykład - Demokraci (kolejna mutacja Unii Wolności), ci arbitrzy elegancji polskiej polityki, celem obrony zdobyczy III RP zawarli niedawno w sojusz z SLD tworząc twór zwany Lewica i Demokraci. Sprawdźmy więc jaki styl i mentalność reprezentuje SLD - jeśli chodzi o sprawy okołopłciowe. Czy nie znalazłaby się jakaś seks-afera w kręgu SLD? Proszę bardzo. Wystarczyło lekko pogrzebać w archiwum gazetowego Forum Kraj, by znaleźć coś takiego:

"Sąd Rejonowy w Sławnie (Zachodniopomorskie) skazał Ryszarda P., byłego szefa powiatowego SLD, na półtora roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata za zmuszanie liderki jednego z kół partyjnych do seksualnego współżycia. Seksualna afera w kręgach sławieńskiej lewicy ujrzała światło dzienne 26 listopada 2001 roku. 32 letnia wówczas Kinga K. zawiadomiła prokuraturę i pomorskie media, że 58 letni Ryszard P. zmuszał ją do stosunków seksualnych. Od utrzymywania intymnych stosunków uzależniona była moja praca - twierdziła pokrzywdzona. Ryszard K. oponował: - Owszem, pomagałem tej dziewczynie znaleźć pracę, ale nie utrzymywałem z nią żadnych intymnych stosunków. To biedna, słabo wykształcona i podatna na różne naciski kobieta. W doniesienie do prokuratury wmanewrowali ją moi polityczni przeciwnicy. Sąd nie uznał jednak jego wyjaśnień za wiarygodne i po niejawnym procesie orzekł "winny". Wyrok nie jest prawomocny. Adwokat Ryszarda P. zapowiedział odwołanie" (wątek: kolejny przypadek molestowania w SLD, 19.07.2002)

Co tam – powiecie – cóż to jest: szef powiatowego SLD? Nie ma jakiejś grubszej ryby? Jest: może ktoś jeszcze pamięta - w 2002 roku Tadeusz Iwiński, SLD-owski prominent i - wówczas - jakiś tam minister, bawiąc w Barcelonie z oficjalną wizyta obłapywał publicznie tłumaczkę. Zrobił się z tego, oczywiście, skandal, a koledzy bronili Iwińskiego w stylu zgoła podobnym do stylu Samoobrony. I tak, Leszek Miller stwierdzić miał, że skoro tłumaczka nie ma pretensji, to nie ma sprawy, Józef Oleksy oznajmił, że był to "gest życzliwości", sam Iwiński orzekł zaś, że "nie ma w tym nic niestosownego" i jeszcze: "od tylu lat uczestniczę w różnych forach międzynarodowych. Np. na forum Rady Europy z delegatkami z południa obejmujemy się, całujemy, ściskamy. Mamy taki sposób bycia". A Jaruga-Nowacka? Jaruga-Nowacka napisała do Leszka Millera list z prośbą o wyjaśnienie co się zdarzyło i czy aby nie doszło tu do molestowania. Minister klepie publicznie tłumaczkę po pupie, a Jaruga-Nowacka pyta Millera co to było! To się nazywa styl i mentalność! (odpowiedzi Millera nie znam, a szkoda...) I z partią, której członkowie reprezentują taki właśnie "styl i mentalność" Demokraci bronić chcą "dorobku III RP"... Co pani na to pani Dominiko? Żal pani Demokratów? Albo- z innej beczki - jakiż to styl i mentalność wyłania się z nagrań rozmów wybitnego eseisty z wielkim animatorem kultury lub z nagrań rozmów tegoż wybitnego eseisty z rekinem biznesu? Jeśli styl odbija mentalność, to - doprawdy - nie wydaje mi się, by Adam Michnik, Lew Rywin i pan Gudzowaty – bo o nich tu mowa - źle czuli się w towarzystwie posła Filipka, i w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z poetyką zgoła knajacką. To prawda - nie mieliśmy okazji usłyszeć jak panowie Michnik, Rywin i Gudzowaty rozprawiają między sobą na tematy erotyczne, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto o biznesie mówi posługując się grypserą, sprawy okołopłciowe opiewa językiem trubadurów...

Zaprawdę! Styl i mentalność to słaba strona nie tylko Samoobrony...
A może krzywdzimy ich wszystkich? Może po prostu ich nie rozumiemy? Niewykluczone. Ostatecznie istnieją tzw. gwary środowiskowe. Mamy nawet pod ręką ciekawy przykład. Oto, na uboczu wielkich wydarzeń politycznych toczy się właśnie proces osławionego Huberta H. – bezdomnego przyskrzynionego za obrazę urzędu Prezydenta RP. Obrona oznajmiła ostatnio, że Hubert H. nie bluzgał, ale prowadził debatę publiczną w swoim narzeczu, to jest posługując się językiem bywalców noclegowni. Co tak naprawdę chciał powiedzieć Hubert H.? Zaraz do tego dojdziemy, zacytujmy wpierw oryginalną wypowiedź: „Wy kmioty Kaczyńskiego, czego się ch... czepiacie, przez tego ch... prezydenta, ch... mu w d..., wyr... obie kaczki”. Zatem – co chciał przez to powiedzieć Hubert H.? Otóż, jak sam wyjaśnił: „Moim celem nie było obrażanie kogokolwiek, ale zwrócenie uwagi na tragiczny los ludzi bezdomnych, ludzi, którymi się gardzi, którymi się pomiata. Zapytuję was wszystkich, czy dobrze się wam z nami żyje?”. To właśnie w swoim narzeczu powiedział Hubert H. Tak przynajmniej twierdzi on sam i jego obrońcy. Kto wie co w swoich narzeczach chcieli nam powiedzieć posłowie Samoobrony, albo panowie Michnik, Rywin i Gudzowaty?

C 2006 PORTADA.Pl, All Ri ghts Reserved | kontakt | strona główna