Mediokracja


"Wyniki badań genetycznych DNA wykluczają ojcostwo pana posła Łyżwińskiego w stosunku do najmłodszego dziecka pani Anety K." - powiedział Krzysztof Kopania. Łyżwiński ogląda konferencję wpatrzony w telewizor w swojej leśniczówce. Na jego twarzy pojawia się uśmiech. Ta radość sugeruje, że do końca nie był pewny wyników badań. Dopiero teraz może odetchnąć z ulgą."

" "Fakt" podpatrzył, jak poseł szalał ze szczęścia w swojej ukrytej w lesie rezydencji, gdy prokuratura ujawniła wynika badań."

Właśnie widzimy na załączonej fotce jak poseł Łyżwiński szaleje ze szczęścia.

Co się stało takiego w Dzienniku, że włączył się w nagonkę na LPR i Samoobronę? Dlaczego idzie ramię ramię z Gazetą Wyborczą ferując wyroki zanim jeszcze zostały postawione zarzuty? Dlaczego Dziennik Pl jest tak naprawdę elektronicznym odpowiednikiem Faktu, gdzie informacje o szalejejącym ze szczęścia pośle Ł przeplatane są informacjami, że Paris Hilton chodzi bez majtek a Frytce wypadła pierś? Jeżeli w ten sposób ma się odbywać tworzenie społeczności internetowej i budowanie relacji z czytelnikami to nie wróżę zbytniego powodzenia.

Nie dziwię się Wyborczej, że poszła na łatwiznę. Znając ich niechęć do Samoobrony potrafię zrozumieć, że nie chcieli przepuścić takiej okazji. Zarzutu braku profesjonalizmu i nierzetelności GW nie stawiam bo wiem doskonale, że nie o to chodzi w tej gazecie.

Co innego Dziennik. Jak Krasowski, Zaremba, Karnowski, Michalski słowem tuzy niezależnego i obiektywnego dziennikarstwa (wszak wycierają sobie tymi przymiotnikami usta kilka razy dziennie) mogli zdecydować się na bezprzykładną nagonkę na posłów LPR i S? Czy fakt , że się jakiejś opcji nie lubi już wystarcza jako powód do wdeptywania ludzi w ziemię? Szukam cały czas w Dzienniku informacji na temat inicjatora nazistwskiego pikniku na Śląsku i nie znajduję. Szukam informacji zaprzeczających argumentom podawanych przez Wierzejskiego na swoim blogu( Leksykon oszczerców ). I nie znajduję.

Z przykrością więc stwierdzam, że afera z piknikiem faszystowskim była prowokacją dziennikarską , bliźniaczą do prowokacji równolegle organizowanej przez Gazetę Wyborczą. Może inaczej, może nie tyle prowokacją ile skoordynowaną w czasie erupcją emocji środowiska dziennikarskiego które zjednoczone w nienawiści do części polityków postanowiło samorzutnie i spontanicznie wziąść sprawy w swoje ręcę i wpłynąć na bieg historii.

Jeżeli tak jest to obie te Afery wyznaczają koniec szans na regulowanie problemów środowiska media za pomocą metod miękkich. Wśród ludzi dobrze wychowanych, gentelmanów zasady dobrego wychowania, etos zawodowy, dobre praktyki wystarczają aby dane środowisko kierowało się zasadami czyniąc tym samym niepotrzebne wkraczania na dany teren państwa i jego aparatu sądowniczego i wymuszania stosowania się do obowiązujących norm prawnych. Do tej pory media korzystały z tego przywileju kreując się na etycznych profesjonalistów dających rękojmię utrzymywania odpowiednich standardów w ramach swojej korporacji.

Jednak wydarzenia ostatnich dni pokazują, że standardy te są często zawieszane na kołku w imię odreagowywania emocji. Nie wykluczona jest też podatność na manipulacje i prowokacje. W tym stanie rzeczy istotna, bo kontrolna rola mediów jako IV władzy staje się wynaturzona i niebezpieczna dla samego państwa. Media nie poddane kontroli są w stanie sterroryzowac władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Są w stanie, jak żadna inna z trzech wymienionych władz, narzucić swoją wizję opinii publicznej. Mogąc tak wiele uczynic zła, media właściwie za nic nie odpowiadają.

Tak naprawdę mamy do czynienia nie z ustrojem demokratycznym tylko ze swoistą władzą mediów: Mediokracją. To media decydują o popularności partii politycznych. Wyborcy przecież nie podejmują samodzielnych decyzji przy urnie wyborczej. I tylko wolnym od mediów obszarom życia i zdrowemu rozsądkowi wbrew mediom zawdzięczamy takie matrixowskie pomyłki jak zwycięstwo Kaczyńskich rok temu.

Władza mediów jest tak silna, że niedopomyślenia jest nowelizacja Prawa Prasowego tak aby dawało ono szansę zlikwidowania lub przynajmniej ograniczenia wszechwładzy mediów. Żaden polityk nie odważy się wystąpić przeciwko mediom bo natychmiast zostanie przez nie zlinczowany. Pałający świętym ogniem oburzenia dziennikarze, wydawcy, redaktorzy naczelni przy wtórze napompowanych przed chwilą przez media ( czyli przez siebie) elit będą bajdurzyć o świętej Wolności Słowa.

Najsmutniejsze jest to że owa Mityczna Wolność Słowa staje się w naszym XXI wieku tym czym w wieku poprzednim była Wolność dla bolszewików. Czyli wytrychem do tumanienia ludzi.

C 2006 PORTADA.Pl, All Ri ghts Reserved | kontakt | strona główna